Jestem na siebie zła to miało być dłuższe, potoczyć się inaczej i jak zwykle mi nie wyszło. Obecnie w planach mam jeszcze jedno kilku częściowe opowiadanie, ale nie wiem czy wypali.
Wracając do tego, kompletnie to spieprzyłam i tak mi się to nie podoba, że... ale nie mam siły już pisać tego od nowa zwłaszcza, że pisałam to 3 razy od początku, bo mi się usuwało z komputera, a mądra Cho-Hee nigdy nie robi kopii zapasowych.
Zapraszam do czytania tego szajsu i liczę, że nie będzie, aż tak dużo hejtów ;-;
Obudziłam się gwałtownie siadając, rozejrzałam się po pokoju, oddychałam jak po przebiegnięciu maratonu. Przetarłam oczy i rozmasowałam skronie, opuściłam się ciężko na poduszki. Znowu miałam koszmar... to już w sumie było u mnie normalne, przekręciłam głowę w stronę okna, na dworze już świtało. Westchnęłam i zamknęłam oczy z nadzieją na jeszcze kilka minut snu. Oczywiście nic z tego, stawiałam, że to mój brat się rzucał na dole w kuchni. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam telefon spod poduszki.
Szósta... Chyba mnie pokręciło żeby budzić się o tej godzinie.
Zeszłam na dół, faktycznie to mój kochany braciszek rzucał się po kuchni próbując zrobić śniadanie.
- Co ty robisz? - Usiadłam przy stole
- Może jakieś "dzień dobry" chociaż?
- Jakie dobry jak mnie budzisz? - Burknęłam
- Nie marudź, dzisiaj znowu będziesz z nami na treningu. Później... nie wiem bo nie mogę Cię zabrać.
- Jezu Jongin nie jestem małym dzieckiem. - Warknęłam
- Ale i tak jesteś młodsza, w nowym miejscu i się podobno gubiłaś we własnym mieście.
- Dawno. - Burknęłam po Polsku pod nosem i skrzyżowałam ręce na piersi.
Chłopak mnie zignorował i nałożył jajecznicę na talerz.
- Jedz i się zbieraj.
Dziobnęłam jedzenie widelcem.
Sehun wszedł do kuchni i usiadł obok mnie. Kai również podał mu talerz z jedzeniem, sam usiadł naprzeciwko mnie. Chłopak siedzący obok mnie zamrugał zdziwiony widząc naszą postawę. Śniadanie zjadłam nie odzywając się, szurnęłam krzesłem i poszłam się ubrać. Wyciągnęłam czarną bluzkę z krótkim rękawkiem i spodnie tego samego koloru. Pościeliłam łóżko przy okazji znajdując słuchawki. Wsadziłam je razem z telefonem do kieszeni. Wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach, na dole dosłownie wpadłam na Sehuna, chłopak złapał mnie w pasie.
- Przepraszam. - Zaczerwieniłam się
- Nic się nie stało. - Nadal trzymał ręce na mojej talii, cofnął je tylko gdy się zorientował.
- Gotowi? - Kai trzymał torbę w ręku
Kiwnęłam głową, godzina siódma, a ja wychodzę z domu. Tak Korea na mnie zdecydowanie źle działa.
Wysiedliśmy przed tym samym budynkiem co wczoraj. Ponownie usiadłam na czarnej kanapie.
- Zaraz będzie padać. - Tao stanął koło okna... Tak, zapamiętałam ich trochę jak wczoraj na siebie wołali. Faktycznie zbierały się chmury na deszcz.
- Lubię deszcz, przynajmniej nie jest tak gorąco. - Mruknęłam pod nosem
- Ale jak jest słońce, jest... fajnie. - Chłopak odwrócił się w moją stronę
- Nie lubię jak jest ciepło.
- Czemu jesteś taka oschła? - Stanął nade mną
- Ona nie jest oschła tylko nie lubi rozmawiać . - Sehun usiadł obok mnie
- Dobrze powiedziane. - Popatrzyłam się w telefon unikając ich wzroku.
- Cho-Hee! - Jongin wszedł do sali.
- Co chcesz? - Podniosłam głowę
- Ojciec chce z tobą rozmawiać. Chodź.
- Coo... o co chodzi? - Podniosłam się i przeszłam przez salę.
Chłopak tylko zacisnął usta i położył mi rękę na plecach, popychając lekko do przodu. Spojrzałam na niego zdezorientowana. Ojciec czekał kawałek dalej
- Kim, możesz nas zostawić.
- O co chodzi? - Stałam pomiędzy nimi i patrzyłam raz na jednego, raz na drugiego.
- Cho-Hee... Przykro mi, ale twoja mama... - Przełknął ślinę, popatrzył na mnie. - Nie żyje.
Zacisnęłam usta i spuściłam głowę, paznokcie z całej siły wbijałam w zaciśnięte dłonie.
- Dlaczego...? - Wyszeptałam ze ściśniętym gardłem, gula rosła coraz większa.
- Miała raka, podobno wiedziała o tym. - Mężczyzna nie wiedział jak się zachować, Jongin gdzieś się ulotnił.
- Zostaw mnie... proszę. - Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Nie wiedziałam jak się zachować, owszem była moją matką, ale co ja miałam z nią wspólnego... Rzadko rozmawiałyśmy jeśli już to się kłóciłyśmy. Podkuliłam nogi i oparłam czoło o kolana. Nie wiem ile siedziałam, ale w końcu poczułam jak czyjeś ramiona mnie oplatają i zaczynają łagodnie kołysać. Uniosłam głowę, zobaczyłam Sehuna. Chłopak uśmiechnął się pocieszająco, przysunęłam się jeszcze bardziej do niego i przytuliłam. Nie wiedziałam czemu to robię, ale w tej chwili potrzebowałam pocieszenia. Dopiero teraz zaczęłam płakać, uświadomiłam sobie, że nikt tak szczerze mnie nie przytulał. Chłopak uniósł mój podbródek, popatrzyłam na niego zdziwiona. Kciukiem otarł łzy z moich policzków i pochylił się ostrożnie, cały czas przypatrywał się mojej reakcji. Zamrugałam szybko, dopiero teraz do mnie dotarło co on chce zrobić. Złączył nasze usta w pocałunku, miękkie usta badały fakturę moich, poruszyłam nimi niepewnie. Co ja sobie wyobrażam, znam go od dwóch dni. Zastygłam w bezruchu, Sehun oddalił się ode mnie.
- Ja... przepraszam. - Odsunął się ode mnie
- Też, przepraszam... - Wstałam i biegiem ruszyłam w kierunku wyjścia.
Nie wiedziałam co o tym myśleć, zatrzymałam się przed skrzyżowaniem. Ruszyłam w prawo, na lewo dotarłabym do mieszkania, nie miałam ochoty tam siedzieć. Szłam przed siebie nie zwracając uwagi na mijające budynki.
Miałam wrażenie, że chłopak po prostu mnie wykorzystał, usiadłam na ławce. Chciałam to przemyśleć, ale w głowie miałam mętlik. Mama nie żyje, Sehun mnie pocałował, komuś na mnie zależy. Pierwsza kropla uderzyła mnie w dłoń, spojrzałam w niebo. Kolejne krople wody spadały coraz gęściej, aż utworzyły się w ulewę. Łzy mieszały się z wodą spływającą po mojej twarzy. W tym momencie jedynym pocieszeniem było to, że się nie malowałam i nie musiałam martwić się o to, że wyglądam jak panda. Nie przejmowałam się tym, że woda mi spływa z włosów, ubranie było przemoknięte, a ja ryczałam jak głupia. Powoli udałam się w kierunku domu.
Niedługo potem zaczęły się zajęcia, zostałam przyjęta do szkoły tańca. Tata się śmiał, że odziedziczyłam talent po Jonginie. Nikomu nie powiedziałam co się wtedy stało, żyłam dalej. Mój brat co jakiś czas nas odwiedzał, zdawało mi się, że coś podejrzewał. Za każdym razem się patrzył na mnie z ledwo widocznym smutkiem w oczach. Ja również się zmieniłam, przestałam być tym nierozgarniętym dzieckiem. Co jakiś czas odwiedzałam rodzinę w Polsce, tydzień przed świętami pożegnałam się z babcią i wsiadłam do samolotu z przesiadką w Singapurze.
Przejechałam ręką po włosach odgarniając je z twarzy, na lotnisku ledwo się przecisnęłam przez halę. Kiedy wsiadłam do samolotu wszystko stało się jasne, zobaczyłam mojego kochanego braciszka razem z zespołem. Spojrzałam na bilet, jeszcze powiedzcie mi, że siedzę obok nich... Nie... siedziałam za nimi. Albo ojciec to zaplanował, albo ja mam wyjątkowe szczęście. Stanęłam na palcach i próbowałam włożyć plecak do szafki.
- Pomogę. - Zamarłam kiedy usłyszałam ten głos. Sehun wsunął plecak i zamknął klapę.
- Dziękuję. - Pochyliłam głowę
- Cho-Hee... - Odsunął się ode mnie.
Uniosłam nieco głowę by móc na niego spojrzeć.
- Ja przepra... - Zaczął ale mu natychmiast przerwałam:
- Słuchaj, nie tutaj, jasne? Porozmawiamy potem i nie przepraszaj mnie. - Odetchnęłam głęboko.
- Dobrze. - Spuścił głowę
Usiadłam na swoim miejscu, chłopak siedział przede mną. Jongin siedział w alejce obok, teraz odwrócił głowę w moją stronę.
- Co ty tu robisz? - Podniósł się i pochylił nad moim siedzeniem
- Wracam do domu od rodziny? - Uniosłam brwi
- Ojciec... - Westchnął
- Wiedziałam, że to jego sprawka. - Burknęłam
- Dobra trudno, zachowuj się tak jakbyś nas nie znała.
- Nic trudnego. - Wsadziłam słuchawki do uszu i przymknęłam oczy.
Ojciec czekał na mnie na lotnisku, jeszcze w samolocie Sehun wcisnął mi do ręki swój numer telefonu. Teraz gniotłam go w dłoniach.
- Pamiętasz o egzaminach? - Ojciec wysiadł z samochodu i wcisnął guzik przywołujący windę.
- Pamiętam tato. - Pociągnęłam walizkę
Telefon mi zabrzęczał w kieszeni, wyciągnęłam go i zobaczyłam numer Jongina.
"Czemu Sehun chce twój numer?"
" - Nie wiem."
Za chwilę znowu usłyszałam telefon
''Cho-Hee... nie wiem co się dzieje, ale od kiedy przyjechałaś Sehun się zmienił. Pogadaj z nim w końcu."
Zagryzłam wargi i wyjęłam z kieszeni kartkę, spisałam numer i wysłałam sms.
''- Masz czas za tydzień?"
"Tak, przy fontannie w parku niedaleko o dwudziestej ok?"
"- Dobrze."
Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam telefon na łóżko. Usiadłam przy biurku i schowałam twarz w dłoniach. Zignorowałam telefon brzęczący raz po raz, pewnie przyjaciółka się chciała dowiedzieć co ze mną. Wzięłam zeszyty żeby trochę powtórzyć.
Zerknęłam na zegarek, miałam jeszcze dwadzieścia minut. Ubrałam czarny płaszcz i botki na szpilkach. Zabrałam klucze i telefon, ojca jak zwykle w domu nie było. Zamknęłam dom i poszłam w kierunku windy. Ruszyłam wolnym krokiem w kierunku parku, przy bramie przystanęłam i odetchnęłam głęboko. Weszłam powoli, obcasy stukały o ciche alejki, kilka płatków śniegu spadło na moją dłoń.
Kilka metrów dzieliło mnie od zakrętu alejki do fontanny. Przystanęłam na chwilę zaraz ruszyłam i podeszłam do Sehuna, chłopak spojrzał na mnie
- Wesołych świąt. - Podał mi bukiet kwiatów
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się słabo
- Ja... naprawdę chciałem przeprosić, nie wiem co mi odbiło. - Potarł dłonią kark - Naprawdę...
- Sehun, przestań. Ja też zazwyczaj nie przytulam się do obcych ludzi i nie pozwalam się im całować. - Na moich ustach zagościł ledwo widoczny uśmiech, miałam nadzieję, że zrozumie o co mi chodziło.
- Czyli... - zawiesił się na chwilę - Czekaj, czyli nie jestem dla Ciebie obcy?
- Nie wytłumaczę ci tego, ale po raz pierwszy poczułam się... bezpiecznie.
- Cho-Hee...
- Hunnie, nie odgrywajmy jakiejś ckliwej dramy, proszę.
Chłopak uśmiechnął się
- Ja... nie wiem czy tego chcesz, ale...
- Cho-Hee, ja też nie wiem czy tego chcesz, ale ja nie chcę tylko przyjaźni pomiędzy nami.
- Ja też nie chcę tylko przyjaźni. - Przysunęłam się do niego i stanęłam na palcach, ostrożnie złączyłam nasze usta. Kąciki chłopaka uniosły się do góry i odwzajemnił pocałunek obejmując mnie delikatnie.
W tym momencie cieszyłam się, że przyjechałam do Korei. Odnalazłam tu nowe życie, chłopaka i kochającego ojca razem z bratem. Zmiany są dobre...
%2B-%2BKopia.png)


